Paraszat Chukat

W Parszy Chukat dzieje się bardzo dużo. Jest w niej Halacha, konflikt, śmierć Miriam i Aharona, atak węży i wojna. A gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi wydarzeniami jest to małe, na pozór nieistotne, gdy Mosze uderza skałę. I choć wydaje się niewielkie, jego oddźwięk czujemy po dziś dzień. B!g powiedział do Moszego, by porozmawiał ze skałą w celu wydobycia z niej wody dla Dzieci Izraela. Mosze zaś uderzył skałę. B!g w związku z tym zdecydował, że Mosze umrze po za ziemią Izraela.

Mosze popełnił błąd! Mosze popełnił błąd? Ta pomyłka sprawiła, że nie mógł zrealizować swojej życiowej misji – zaprowadzić Dzieci Izraela do ich Ziemi. Mosze dał nadzieję wszystkim nam, biednym duszom. Był najbardziej doskonałym człowiekiem na świecie. Wypełniał więcej przykazań niż jakakolwiek inna osoba w całej historii i codziennie rozmawiał z B!giem! Jeśli to jest nasz ideał, to jak ktoś taki jak ja może w ogóle myśleć o zbliżeniu się do niego? A potem widzimy w naszej Parszy, że on też popełnia błędy i musi ponieść ich konsekwencje. Jeśli uosobienie żydowskości jest perfekcyjne, nie mam się jak z nim utożsamić… Ale teraz, patrząc na jego upadek, wiem, że moja droga do doskonałości jest także otwarta.

Szabat Szalom

Z miłością,

Yehoshua

Kiedy starsi ludzie na łożach śmierci ujawniają, że są Żydami ich dzieci często wracają do judaizmu

Mariusz Robert Opałko, trzymający zwój Tory i Michael Freund przy Ścianie Płaczu w Jerozolimie. Izrael 9 czerwca 2013 roku. Matka Opałko powiedziała mu umierając, że jest Żydówką.

Za kilka miesięcy Simone Azoubel zrealizuje marzenie życia i przeprowadzi się z mężem do Izraela.

Azoubel, 56-letnia Żydówka z Recife w północnej Brazylii ćwiczy swój izraelski slang, przygotowując się do zrobienia aliji – hebrajskiego słowa oznaczającego imigracji Żydów do Izraela.

Przygotowania są gorączkowe, ale Azoubel znajduje czas, by zastanowić się, jak wiele z jej obecnej  tożsamości zawdzięcza babci. To mianowicie, po dziesięcioleciach obojętności i tradycji prześladowań, wyznanie umierającej starszej kobiety dotyczące jej własnego żydowskiego pochodzenia sprawiły, że Azoubel właśnie się pakuje.

„Moja babka ze strony matki, Raquel, powiedziała mi, że chce zostać pochowana wraz ze swoim ludem, a nie blisko swojego nieżydowskiego męża i że nie chce kwiatów na nagrobku” – powiedział Azoubel, przypominając sobie rok 1999.

Ta niezwykła prośba postawiła Simone, wychowaną w chrześcijaństwie, na drodze połączenia się z judaizmem i doprowadziła ją i kilku innych członków rodziny do przynależności do kurczącej się społeczności żydowskiej w Recife.

To, że Raquel, potomkini sefardyjskich Żydów, którzy uciekli z hiszpańskiej inkwizycji do Turcji, a następnie przenieśli się do Brazylii, powróciła do judaizmu nie jest wyjątkowe.

Podobne wydarzenia, do tych które spotkały Raquel, ukształtowały niezliczone ilości ludzi, którzy identyfikują się jako Żydzi w miejscach w których takie pochodzenie było niebezpieczne.

Holenderski naczelny rabin Binyomin Jacobs, pedagog i doradca ds. Zdrowia psychicznego, powiedział, że rozmawiał z wieloma osobami, które przeżyły Holokaust i które ujawniły swoje żydowskie pochodzenie, gdy zbliżały się do ostatnich dni.

Dla niektórych z tych, którzy są na łożu śmierci, potrzeba ponownego połączenia się z judaizmem jest wewnętrzna, napędzana przez ich własne poczucie przynależności.

„Zbliżająca się śmierć sprawia, że ​​człowiek skupia się na tym, co jest dla niego naprawdę ważne, co często jest ich tożsamością” – powiedział Jacobs. I podczas gdy umieranie jest „przerażające dla wielu ludzi, a jednocześnie jest także uwolnieniem od innych lęków, które nie mogą już zranić” – powiedział.

Jeden holenderski ocalały z Holokaustu, który zmarł w 2014 r., dodał „Cohen” do swojego nazwiska na krótko przed śmiercią. „To była bomba dla jego nieżydowskiej żony i dzieci” –  powiedział Jacobs. Ocalały przyznał, że przez lata ukrywał swoją żydowską tożsamość, aby chronić najbliższych.

Dla innych, którzy decydują się umierając wyznać prawdę o żydowskim pochodzeniu motywacja jest zakorzeniona w pragnieniu uwolnienia się od ciężaru niesienia tajemnicy lub poprowadzenia potomków z powrotem do kręgu judaizmu.

Mariusz Robert Opałko, 70-letni prawnik z Krakowa, jest także kohenem, potomkiem kasty kapłańskiej, choć odkrył ją dopiero 20 lat temu. W 1999 roku, w szpitalu na kilka dni przed własną śmiercią, jego matka Halina powiedziała mu, że ona i jego ojciec byli oboje ocalałymi z Holokaustu, których rodziny zostały prawie zniszczone. Ujawniła, że ​​jego ojciec jest kohenem, a ich prawdziwym imieniem jest Lederman.

W wywiadzie dla izraelskiej gazety Makor Rishon Opałko przypomniał jej słowa: „Jestem Żydówką i ty też. Jeśli chcesz być Żydem, bądź Żydem. Jeśli nie, to nie. Bycie Żydem w Polsce jest bardzo trudne. ”

Długo przed śmiercią poprosiła swojego brata, również ocalałego z Holokaustu, by jeżeli sama z jakiś powodów nie da rady on przekazał prawdę siostrzeńcowi.

Odkrycie miało tak wielki wpływ na Opałko, że zaczął praktykować judaizm. W 2013 r. Shavei Israel, organizacja z siedzibą w Jerozolimie, poświęcona pomocy Żydom takim jak Opałko, zorganizowała mu spóźnioną bar micwe przy Ścianie Płaczu.

„Najpierw poprosiła mnie, żebym usiadł, a potem powiedziała mi, kim jestem” – wspominał, susząc łzy podniecenia, w wywiadzie dla Shavei Israel po ceremonii. Opałko uczestniczył w kursie judaizmu zorganizowanym przez Shavei Israel.

To, co pozostało z polskiego żydostwa, może dziś kwitnąć, chociaż Żydzi cierpieli w Polsce prześladowania nawet po Holokauście, pod rządami komunistów. Ojciec Mariusza został zwolniony z pracy w 1956 r., być może dlatego, że był znany jako Żyd.

Dopiero po wyznaniach Haliny Mariusz – który przyjął żydowskie imię Moshe – zaczął składać różne fragmenty z historii swojej rodziny.

Przypomniał sobie, że kiedy był dzieckiem, dwóch wujków co roku odwiedzało ich dom w grudniu i rozmawiało z rodzicami po niemiecku podczas kolacji przy świecach. Dopiero z perspektywy czasu zdał sobie sprawę, że wizyty były wspólnym obchodzeniem święta Chanuka, a językiem mówionym był język jidysz.

Ale to, co matka Mariusza powiedziała mu później, było jeszcze bardziej zdumiewającym odkryciem: jego żona, Maria, była także Żydówką i również nie miała świadomości swojego pochodzenia. Maria, która zmarła w 2003 r., zaraz po opowieściach swojej teściowej potwierdziła doniesienia u swojej rodziny.  Maria i Mariusz mają syna Radka, który został obrzezany, gdy miał 25 lat, zaraz po tym jak się dowiedział, że i jego ojciec i matka są Żydami przez co i on jest Żydem.

„Jestem bardzo podekscytowany z powodu tego, jak przez całe życie rodzice bali się mi powiedzieć, kim są” – powiedział Opałko na ceremonii bar micwa, która była także jego pierwszą wizytą w Izraelu.

Wyjawienie sekretów rodzinnych często towarzyszy śmierci. Może dlatego, że umierający nie chce być ostatnim ogniwem w judaizmie” – powiedział Michael Freund, założyciel Shavei Israel.

„Końcowe słowa mogą służyć jako rodzaj ostatniej woli i testamentu i mogą

powodować głębokie zmiany w życiu potomków zmarłego” – powiedział Freund. Jego grupa współpracowała z dziesiątkami ludzi, w większości z Europy Wschodniej, którzy dowiedzieli się o swoim pochodzeniu od umierającego rodzica lub dziadka.

Mimo to Freund widział wiele przypadków, w których tylko niektórzy potomkowie są poruszeni  wyznaniami krewnych podczas gdy ich rodzeństwo pozostaje obojętne. Freund podkreśla to, jak wyznania na łożu śmierci są dla potomków tylko początkiem podróży, której trajektoria zależy od indywidualnych okoliczności – w tym od tego, jak inni Żydzi reagują na to odkrycie.

„Nawet po Holokauście i dziesięcioleciach represji komunistycznych żydowska iskra odmawia śmierci” – powiedział Freund. „Dzielenie się takimi odkryciami i wyjście na świat może być onieśmielające w czasach, gdy wzrasta antysemityzm. Naszym zadaniem jest wyciągnąć rękę i pomocną dłoń. ”

Żródło

OSOBISTE HISTORIE: ISAAC MUÑOZ Z MEKSYKU

Współpracujemy z wieloma społecznościami na całym świecie. Czasami opowiadamy Wam więcej o konkretnych osobach, które zgłaszają się na ochotnika jako przedstawiciele swpich gmin, instytucji, organizacji czy zwykłych grup żydowskich.

Te osoby na co dzień pomagają nam organizować nasze działania w najlepszy możliwy sposób i docierać do większej liczby zainteresowanych w ich regionach. Jedną z tych osób jest Isaac Munoz z Meksyku, lider lokalnej społeczności Bnei Anousim z Beit Moshe.

Kontynuuj czytanie

EMOCJONALNE POŁĄCZENIE SHAVEIA Z “RAJDEM ŻYCIA”

Podczas corocznego Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie odbyło się wiele pięknych i ważnych wydarzeń.

Miały one na celu zachowanie autentycznych osiągnięć kulturalnych lokalnej społeczności żydowskiej i podzielenie się nimi z szeroką publicznością. Jednym z wyczynów była “Rajd Życia”  – 60-kilometrowa jazda rowerem z Auschwitz do Krakowa.

W tym roku, jak i w poprzednich latach, wysłannik Shavei Israel, rabin Avi Baumol, uczestniczył w tej przejażdżce razem z trójką swoich dzieci.

Zdjęcia dzięki uprzejmości JCC Kraków

Kontynuuj czytanie…

Paraszat Korach

Każdego lata wyjeżdżałem w dzieciństwie na obóz harcerski dla chłopców. Każdego lata, dziesięć dni w Górach Ozark zbiegało się w czasie z naszą Parszą. Z upływem lat brałem na siebie coraz więcej odpowiedzialności i w końcu, będąc już drużynowym, to ja wygłaszałem Dvar Torah podczas szabatowego nabożeństwa. Korach to Parsza o przywództwie, zarówno jeśli chodzi o styl, jak i o motywację. Wyjaśniałem ją zawsze z takiej właśnie perspektywy. Na przykładzie Moszego tłumaczyłem kolegom harcerzom, że sama wizja nie wystarcza. Ważne jest bowiem, by umieć przekonać ludzi, że wszyscy dzielimy te same cele.

Gdy czytam tę Parszę teraz, nurtuje mnie pytanie, którego nigdy jako harcerze nie zadaliśmy: jaka jest nasza motywacja do bycia przywódcami, a jaka była motywacja Koracha? Dla wszystkich, łącznie z nim, oczywiste było, że Izrael to święty naród. A ten, który go prowadzi może robić to tylko w prawdziwej świętości. Przed takim też wyzwaniem postawił Korach Moszego. Powiedział: cały naród jest święty, dlaczego więc akurat ty i twój brat przywłaszczacie sobie przywództwo? Najwyraźniej Korach widział przewodzenie Izraelowi jako drogę do świętości. Rozumiał nierozłączność Izraela i świętości i pożądał jej, by uświęcić samego siebie.

Zbyt często próbujemy objąć dowodzenie z tych samych powodów, dla których powinniśmy chcieć słuchać. Korach prawidłowo rozumiał świętość Izraela i możliwość własnego wzniesienia się do niej. Nie rozumiał jednak swojej roli w całym procesie. Każdy z nas ma swoją ścieżkę świętości, która związana jest z narodem Izraela. Warto, żebyśmy nauczyli się ją akceptować z pokorą. Inaczej zginiemy przez własną pychę.

Szabat Szalom

Z miłością,

Yehoshua

Osobista historia Shavei Israel: MIQUEL SEGURA AGUILO z Majorki

Nasza kolejna powieść z cyklu „Osobiste historie”, w którym dzielimy się z wami opowieściami o ludziach, bez których działania Shavei Izrael nie byłyby tak potrzebne i skuteczne. Dla nich właśnie powstała organizacja, która ma na celu ponowne połączenie Żydów i potomków żydowskich z ich korzeniami. Oni są naszymi przedstawicielami i przywódcami społeczności żydowskich na całym świecie. Jednym z ciekawych ludzi jest Miquel Segura Aguilo z Majorki. Jako Chuetas (potomkowie Żydów z Majorki, którzy musieli przejść na chrześcijaństwo lub co najmniej żyć w ukryciu nie mogąc ujawniać swojej religii) niedawno powrócił do judaizmu. Teraz jest dziennikarzem i wiceprezydentem Gminy Żydowskiej na Balearach. Oprócz regularnych działań na rzecz wzmacniania, wspierania i rozwijania swojej społeczności, zainwestował swój czas i wiedzę w zachowanie dziedzictwa historycznego, publikując ekscytującą książkę opowiadającą historię Chuetas.

Promocja książki „The Chuetas: Unfinished Story” („Chuetas: niedokończona historia) odbyła się w zeszłym tygodniu w synagodze w Palma de Mallorca. Przyszło na nią ponad 60 osób. Większość z nich odczuwała osobisty związek z tematem. Społeczność Chuetas przez wiele lat utrzymywała tradycje żydowskie w tajemnicy. Obecnie znajduje się w erze coraz większego zainteresowania badaniem historii swoich przodków. Redaktor zauważył, że współczesna historia Chuetas jest podzielona na dwie części, jak można zobaczyć w książce: pierwsza z nich trwa od 1994 r. do 2003 r., kiedy Miquel poznał Michaela Freunda i zapoznał się z działalnością Shavei Israel. Drugi od 2003 r. do teraźniejszość, kiedy wiele osób wspomnianych w tej historii i sam autor rozpoczęli formalny proces konwersji i powrócili do judaizmu.

Miquel wyjaśnił swój wybór Shavei Israel jako miejsce promocji książki: bez synagogi, społeczności żydowskiej i judaizmu nic, co opisał w tej książce i w poprzednich, nie ma sensu. Docenia rolę, jaką Shavei Israel odegrał w jego życiu i mówi, że dla niego organizacja stała się drzwiami do powrotu do jego dziedzictwa i jego ludu.

Paraszat Szelach

Parsza Szelach jest najtragiczniejszą ze wszystkich Parsz. Rozpoczyna się w momencie, gdy naród Izraela stoi kilkaset metrów od ziemi obiecanej mu przez B!ga. Te kilkaset metrów dzieli go od wypełnienia przeznaczenia całego stworzenia. Kilka minut dzieli go od kosmicznego zjednoczenia. A jednak na końcu Parszy dzieci Izraela skazane są na spędzenie kolejnych czterdziestu lat na pustyni. Świat nie zostaje zbawiony do dziś, choć akurat nie to jest największą tragedią. Tak naprawdę jest nią powód, dla którego wszystko się rozpadło.

Co takiego się wydarzyło, że nie weszliśmy do Izraela pod wodzą Moszego? Dziesięciu zwiadowców przez czterdzieści dni przyglądało się Ziemi Obiecanej. Przynieśli swojemu narodowi wspaniałe i przerażające wieści. Ludzie przez całą noc płakali i narzekali. Mieli wiele pomysłów: wybór nowego przywódcy, powrót do Egiptu, a nawet ukamieniowanie Moszego i Aharona. W końcu B!g postanowił ukarać naród Izraela i unicestwić go. Mosze przekonał go jednak do zweryfikowania planów. Pan podjął decyzję o przedłużeniu naszego pobytu na pustyni.

Wszystko zepsuliśmy. Zatrzymaliśmy kosmiczne zjednoczenie. Skazaliśmy się na tysiące lat cierpienia. I nie zrobiliśmy nic. Co gorsza, nie tylko w żaden sposób nie zareagowaliśmy, ale nawet nie zmieniliśmy zdania w kwestii wejścia do ziemi Izraela. Choć Mosze przekazał nam decyzję B!ga i tak podjęliśmy próbę wkroczenia tam, narażając się na militarną klęskę.

Puste słowa wypowiadane bez intencji ich realizacji skazały naród Izraela na odroczenie jego przeznaczenia. Puste słowa mają ogromną siłę. Im bardziej są bez znaczenia, tym większy wprowadzają zamęt. Wykorzystajmy historię zwiadowców i nie skazujmy się na więcej czasu na pustyni. Sprawmy, by nasze słowa nabrały znaczenia, a nasze czyny miały jasne intencje. Wypełnijmy świat miłością.

Shabbat Shalom!

Z miłością,

Yehoshua

Paraszat Behalotcha

W tym tygodniu dzieci Izraela zakończyły odpoczynek na Synaju. Po upływie niemal roku rozpoczynają swoją pierwszą podróż jako naród. Rok spędzony na Synaju pełen był działań, kreatywności, grzechu i przebaczenia. Spotkaliśmy B!ga i dostaliśmy Torę. Popełniliśmy grzech bałwochwalstwa w postaci złotego cielca i odpokutowaliśmy za niego. Zbudowaliśmy i poświęciliśmy Namiot Wyznaczonych Czasów. Każde plemię stało się zorganizowaną grupą posiadającą przywódcę i flagę. Jedynym czego nie robiliśmy było… narzekanie. Tora opisuje protesty i narzekania Izraela od czasu wyjścia z Egiptu do rozbicia obozu na Synaju. Podczas pobytu na Synaju nikt nic nie mówił. A potem w czytamy w naszej Parszy, że gdy tylko wyruszyliśmy w drogę, znowu zaczęliśmy kwękać i biadolić.

Dlaczego tak się stało? Co takiego mieliśmy na Synaju czego nie mieliśmy w trakcie tułaczki po pustyni? Trudy podróży z pewnością mogą być powodem do narzekań, jednak nie wydaje się, by to właśnie było powodem takich zachowań. Przecież pierwsze skargi dotyczą jedzenia, którego brakowało podczas całego bytowania na pustyni, nie tylko podczas wędrówki.

Podróżowanie to zmiany i rozwoj. Tworzy możliwości i oczekiwania. To znowu generuje strach, strach przed porażką i jeszcze większy strach przed sukcesem. Boimy się, że coś pójdzie nie tak i utkniemy. Ale jeszcze bardziej przeraża nas to, że wszystko będzie dobrze, że odniesiemy sukces i będziemy musieli stawić czoła większym wyzwaniom. Narzekamy więc, by zatrzymać proces rozwoju, a jeśli nie da się tego zrobić, to żeby przynajmniej zdystansować się od jego skutków. Tora w tym tygodniu zaprasza nas, byśmy jeszcze raz zjednoczyli się i podjęli wysiłek w imię rozwoju i zmiany. Jednocześnie pokazuje, że często nasze skargi na innych są po prostu sabotowaniem siebie samych.