Paraszat Ki Tece

Już po kilku zdaniach naszej Parszy czytamy o jednym z najbardziej przerażających przykazań w całej Torze: Ben Sorer Umoreh – niepokorny syn. Jeśli ktoś jest zainteresowany, to szczegóły tego przykazania są dokładnie opisane w Misznie, w traktacie Sanhedryn. Generalnie chodzi o to, że jeśli dziecko jest wyjątkowo niepokorne i krnąbrne, jego rodzice muszą iść do sądu i skazać go na śmierć. Byłem przerażony, kiedy czytaliśmy to podczas Minchy w Szabat.

Rozumiem, że czasami, może nawet dość często, zmuszamy nasze dzieci do robienia rzeczy wbrew ich woli i czujemy, że jest to okrutne. Może to przykazanie daje nam przestrzeń do fantazjowania o strasznej zemście, kiedy dzieci zbyt często posuwają się za daleko…

Gdy czytam wspomnienia tych, którzy przeżyli Holokaust, zdarza mi się płakać mając przed oczami także obraz własnych dzieci. Zastanawiam się czy byłbym w stanie je uratować i czy one miałyby wolę, by zostać uratowane. Mówię sobie, że zrobię dla nich absolutnie wszystko, że dam im absolutnie wszystko. Granice i dyscyplina rzadko pojawiają się na tej liście.

Rodzicielstwo to potężne wyzwanie, a dzieci potrzebują teraz naszej ochrony bardziej niż kiedykolwiek. Wyzwaniem jest tworzenie i utrzymywanie zdrowych granic. Tak samo jak nauka poskramiania potężnego apetytu, gdy wszystko jest w zasadzie w zasięgu ręki. Jak możemy temu podołać, jeśli sami nie odrobiliśmy tych lekcji? Ben Sorer Umoreh to wstrząsający sposób na wytrącenie nas ze stanu samozadowolenia zarówno jako rodziców, jak i ludzi.

Szabat Szalom!

Z miłością,

Yehoshua

Paraszat Miszpatim

Tydzień temu rozpoczął się miesiąc Elul. Już za chwilę przywitamy nowy rok. Patrzę na Torę, którą teraz studiuję, przez pryzmat nadchodzącego Dnia Sądu. W tym tygodniu Parsza rozpoczyna się stwierdzeniem, że musimy mieć sędziów i urzędników. Innymi słowy mówi nam, że sami sędziowie nie wystarczają. Tak bardzo jak lubimy dyskutować i decydować co jest prawe, tak bardzo nie ma to sensu bez aparatu wykonawczego. Byśmy mogli zmienić się w takcie miesiąca Elul, musimy zrobić coś więcej niż tylko zrewidować nasze życie i ocenić czyny. Potrzebujemy podjąć konkretne działania, które wynikają z tego, co sobie podczas przeglądu życia uświadomiliśmy i co zrozumieliśmy. Musimy ugruntować duchowe przebudzenie w codziennej pracy. Potrzebujemy wzmocnić nasz samokrytycyzm poprzez samorealizację.  

Szabat Szalom!

Z miłością,

Yehoshua

Parszat Ree

Tytuł naszej Parszy brzmi Reeh – widzieć, dostrzegać, rozumieć. Jerozolima wspomniana jest w niej trzynaście razy, acz ani razu wprost. Określana jest w tekście jako miejsce, które wybierze B!g, by spoczęło tam Jego Imię. Nie możesz zobaczyć słowa „Jerozolima” w całej Parszy, ale od jej początku do końca możesz czuć to miasto. Mosze w dotkliwy sposób tęskni za ujrzeniem Jerozolimy. Uczucie jest tak silne, że nie jest w stanie wymówić jej nazwy. Jerozolima jest miastem wizji, Jerozolima oznacza, że zobaczysz całość. Funkcjonuje jako wizja bardziej niż jakiekolwiek inne miasto. Mosze aż trzynaście razy mówi o wizji, którą ujrzał tylko w swoich oczach. Jego wyobrażenie Jerozolimy to nie wyidealizowana przeszłość, czy realna teraźniejszość. To przyszłość, która dopiero będzie tworzona. I to właśnie jest źródłem świętości Jerozolimy – przyszłość, o której wszyscy dla niej marzymy.

Szabat Szalom!

Z miłością,

Yehoshua

Paraszat Ekev

W Parszy w tym tygodniu Mosze opisuje Mannę jako wyzwanie. Wcześniej Tora mówi nam, że Manna pojawiała się w cudowny sposób rano i znikała w upale dnia. Usmażona smakowała jak gofry z miodem. W innych przypadkach smakowała jak to, na co człowiek akurat miał ochotę. To jest wyzwanie.

Cudowna natura Manny jest tym, co czyni z niej wyzwanie. Pożywienie rosnące naturalnie wymaga odpowiednich warunków. Tam gdzie one są, tam można znaleźć owo pożywienie. Ale co z cudami? Co musi się stać, by wydarzył się cud? Z wyjątkiem Szabatu, Manna psuła się po jednym dniu. A gdyby B!g zdecydował, że nie będzie jej przez jeden dzień, co wtedy? Na pustyni Izrael był całkowicie zależny od B!ga w kwestii utrzymania. Taka relacja bardzo często skutkuje lekceważeniem i buntem. To właśnie było wyzwanie postawione przez Mannę Izraelowi. A jego wyniki bywały różne.

Przeciwieństwem tego wyzwania jest Ziemia Izraela. Ziemia bogata, pełna piękna i obfitości. Tak długo jak będziemy przestrzegać jego przykazań, B!g będzie dostarczał wszystko, by wiodło nam się dobrze. Każde działanie powtórzone wystarczającą liczbę razy staje się przyzwyczajeniem. Kiedy wypełnianie przykazań zamienia się w nawykowe działanie bez świętości, oddalamy się od wypełniania woli B!ga. Życie na Ziemi Izraela i wypełnianie Micwot zaowocuje samozadowoleniem, lub, co gorsza, arogancją. Tuż za tym pojawi się luźne podejście do kwestii przykazań, a następnie wygnanie z Ziemi Obiecanej.

Jak widać powyżej, nie tylko bieda i niepowodzenia są problemami. Są nimi także pomyślność i odpowiedni poziom życia. Jeśli chcemy, by B!g był jedynym żywicielem, ryzykujemy zanik własnej dynamiki lub pojawienie się niechęci do B!ga. Jeśli jednak traktujemy siebie jako jedyny klucz do sukcesu, narażamy się na kołtuństwo, wykorzystywanie innych i utratę swoich prawdziwych celów.

Sytuacja ta, jakby w odwróceniu, ma piękną, współczesną ilustrację. Amerykańscy Żydzi mają wszystkie możliwe zasoby ekonomiczne i socjalne, ale znikają zawierając mieszane

Paraszat Balak

Jako autor najbardziej lubię Parszę Balak. Nagła zmiana perspektywy to narzędzie, które dopiero niedawno zostało znowu włączone do literackiego warsztatu. Uwielbiam oglądać Dzieci Izraela oczami im współczesnych. Bilam jest cudowną postacią, a ironia jest tu najwyższej klasy. Ale nie tylko tym różni się nasza Parsza od innych. Mamy w niej też nieizraelskiego proroka i mówiącą oślicę. Czego to wszystko nas uczy?
Po pierwsze, Tora zmienia perspektywę i patrzymy oczami Balaka. Uczymy się w ten sposób, że nie jesteśmy jedynym narodem, który ma znaczenie. Są także inne narody mające swoje specjalne połączenie z B!giem. Po drugie, odkrywamy, że B!g porozumiewa się również z innymi narodami i wysyła im proroków. Po trzecie, oślica pokazuje Bilamowi, że jego specjalna moc – mowa, nie robi z niego specjalnej osoby. Jest to tylko narzędzie, które dał mu B!g. Może dać je komukolwiek lub czemukolwiek. Parsza Balak czyni nas
pokornymi. Każdy z osobna i wszyscy razem jesteśmy wybrani przez B!ga i obdarowani przez niego niesamowitymi możliwościami. Jednak nie to sprawia, że jesteśmy dobrzy czy nawet wyjątkowi. Wszystko zależy od tego, jak owych narzędzi używamy.
Szabat Szalom!
Z miłością,
Yehoshua

Tłum. Joanna Jojo Wrześniowska

Paraszat Chukat

W Parszy Chukat dzieje się bardzo dużo. Jest w niej Halacha, konflikt, śmierć Miriam i Aharona, atak węży i wojna. A gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi wydarzeniami jest to małe, na pozór nieistotne, gdy Mosze uderza skałę. I choć wydaje się niewielkie, jego oddźwięk czujemy po dziś dzień. B!g powiedział do Moszego, by porozmawiał ze skałą w celu wydobycia z niej wody dla Dzieci Izraela. Mosze zaś uderzył skałę. B!g w związku z tym zdecydował, że Mosze umrze po za ziemią Izraela.

Mosze popełnił błąd! Mosze popełnił błąd? Ta pomyłka sprawiła, że nie mógł zrealizować swojej życiowej misji – zaprowadzić Dzieci Izraela do ich Ziemi. Mosze dał nadzieję wszystkim nam, biednym duszom. Był najbardziej doskonałym człowiekiem na świecie. Wypełniał więcej przykazań niż jakakolwiek inna osoba w całej historii i codziennie rozmawiał z B!giem! Jeśli to jest nasz ideał, to jak ktoś taki jak ja może w ogóle myśleć o zbliżeniu się do niego? A potem widzimy w naszej Parszy, że on też popełnia błędy i musi ponieść ich konsekwencje. Jeśli uosobienie żydowskości jest perfekcyjne, nie mam się jak z nim utożsamić… Ale teraz, patrząc na jego upadek, wiem, że moja droga do doskonałości jest także otwarta.

Szabat Szalom

Z miłością,

Yehoshua

Paraszat Korach

Każdego lata wyjeżdżałem w dzieciństwie na obóz harcerski dla chłopców. Każdego lata, dziesięć dni w Górach Ozark zbiegało się w czasie z naszą Parszą. Z upływem lat brałem na siebie coraz więcej odpowiedzialności i w końcu, będąc już drużynowym, to ja wygłaszałem Dvar Torah podczas szabatowego nabożeństwa. Korach to Parsza o przywództwie, zarówno jeśli chodzi o styl, jak i o motywację. Wyjaśniałem ją zawsze z takiej właśnie perspektywy. Na przykładzie Moszego tłumaczyłem kolegom harcerzom, że sama wizja nie wystarcza. Ważne jest bowiem, by umieć przekonać ludzi, że wszyscy dzielimy te same cele.

Gdy czytam tę Parszę teraz, nurtuje mnie pytanie, którego nigdy jako harcerze nie zadaliśmy: jaka jest nasza motywacja do bycia przywódcami, a jaka była motywacja Koracha? Dla wszystkich, łącznie z nim, oczywiste było, że Izrael to święty naród. A ten, który go prowadzi może robić to tylko w prawdziwej świętości. Przed takim też wyzwaniem postawił Korach Moszego. Powiedział: cały naród jest święty, dlaczego więc akurat ty i twój brat przywłaszczacie sobie przywództwo? Najwyraźniej Korach widział przewodzenie Izraelowi jako drogę do świętości. Rozumiał nierozłączność Izraela i świętości i pożądał jej, by uświęcić samego siebie.

Zbyt często próbujemy objąć dowodzenie z tych samych powodów, dla których powinniśmy chcieć słuchać. Korach prawidłowo rozumiał świętość Izraela i możliwość własnego wzniesienia się do niej. Nie rozumiał jednak swojej roli w całym procesie. Każdy z nas ma swoją ścieżkę świętości, która związana jest z narodem Izraela. Warto, żebyśmy nauczyli się ją akceptować z pokorą. Inaczej zginiemy przez własną pychę.

Szabat Szalom

Z miłością,

Yehoshua

Paraszat Szelach

Parsza Szelach jest najtragiczniejszą ze wszystkich Parsz. Rozpoczyna się w momencie, gdy naród Izraela stoi kilkaset metrów od ziemi obiecanej mu przez B!ga. Te kilkaset metrów dzieli go od wypełnienia przeznaczenia całego stworzenia. Kilka minut dzieli go od kosmicznego zjednoczenia. A jednak na końcu Parszy dzieci Izraela skazane są na spędzenie kolejnych czterdziestu lat na pustyni. Świat nie zostaje zbawiony do dziś, choć akurat nie to jest największą tragedią. Tak naprawdę jest nią powód, dla którego wszystko się rozpadło.

Co takiego się wydarzyło, że nie weszliśmy do Izraela pod wodzą Moszego? Dziesięciu zwiadowców przez czterdzieści dni przyglądało się Ziemi Obiecanej. Przynieśli swojemu narodowi wspaniałe i przerażające wieści. Ludzie przez całą noc płakali i narzekali. Mieli wiele pomysłów: wybór nowego przywódcy, powrót do Egiptu, a nawet ukamieniowanie Moszego i Aharona. W końcu B!g postanowił ukarać naród Izraela i unicestwić go. Mosze przekonał go jednak do zweryfikowania planów. Pan podjął decyzję o przedłużeniu naszego pobytu na pustyni.

Wszystko zepsuliśmy. Zatrzymaliśmy kosmiczne zjednoczenie. Skazaliśmy się na tysiące lat cierpienia. I nie zrobiliśmy nic. Co gorsza, nie tylko w żaden sposób nie zareagowaliśmy, ale nawet nie zmieniliśmy zdania w kwestii wejścia do ziemi Izraela. Choć Mosze przekazał nam decyzję B!ga i tak podjęliśmy próbę wkroczenia tam, narażając się na militarną klęskę.

Puste słowa wypowiadane bez intencji ich realizacji skazały naród Izraela na odroczenie jego przeznaczenia. Puste słowa mają ogromną siłę. Im bardziej są bez znaczenia, tym większy wprowadzają zamęt. Wykorzystajmy historię zwiadowców i nie skazujmy się na więcej czasu na pustyni. Sprawmy, by nasze słowa nabrały znaczenia, a nasze czyny miały jasne intencje. Wypełnijmy świat miłością.

Shabbat Shalom!

Z miłością,

Yehoshua

Paraszat Behalotcha

W tym tygodniu dzieci Izraela zakończyły odpoczynek na Synaju. Po upływie niemal roku rozpoczynają swoją pierwszą podróż jako naród. Rok spędzony na Synaju pełen był działań, kreatywności, grzechu i przebaczenia. Spotkaliśmy B!ga i dostaliśmy Torę. Popełniliśmy grzech bałwochwalstwa w postaci złotego cielca i odpokutowaliśmy za niego. Zbudowaliśmy i poświęciliśmy Namiot Wyznaczonych Czasów. Każde plemię stało się zorganizowaną grupą posiadającą przywódcę i flagę. Jedynym czego nie robiliśmy było… narzekanie. Tora opisuje protesty i narzekania Izraela od czasu wyjścia z Egiptu do rozbicia obozu na Synaju. Podczas pobytu na Synaju nikt nic nie mówił. A potem w czytamy w naszej Parszy, że gdy tylko wyruszyliśmy w drogę, znowu zaczęliśmy kwękać i biadolić.

Dlaczego tak się stało? Co takiego mieliśmy na Synaju czego nie mieliśmy w trakcie tułaczki po pustyni? Trudy podróży z pewnością mogą być powodem do narzekań, jednak nie wydaje się, by to właśnie było powodem takich zachowań. Przecież pierwsze skargi dotyczą jedzenia, którego brakowało podczas całego bytowania na pustyni, nie tylko podczas wędrówki.

Podróżowanie to zmiany i rozwoj. Tworzy możliwości i oczekiwania. To znowu generuje strach, strach przed porażką i jeszcze większy strach przed sukcesem. Boimy się, że coś pójdzie nie tak i utkniemy. Ale jeszcze bardziej przeraża nas to, że wszystko będzie dobrze, że odniesiemy sukces i będziemy musieli stawić czoła większym wyzwaniom. Narzekamy więc, by zatrzymać proces rozwoju, a jeśli nie da się tego zrobić, to żeby przynajmniej zdystansować się od jego skutków. Tora w tym tygodniu zaprasza nas, byśmy jeszcze raz zjednoczyli się i podjęli wysiłek w imię rozwoju i zmiany. Jednocześnie pokazuje, że często nasze skargi na innych są po prostu sabotowaniem siebie samych.

Paraszat Bamidbar

W tym tygodniu rozpoczynamy czytanie nowej księgi Tory. Jej nazwa, a także nazwa bieżącej Parszy to Bamidbar czyli „Na pustyni”. Wydarzyło się coś pomiędzy zeszłotygodniową Parszą a aktualną, coś co zaprowadziło nas spod góry na pustynię. Cóż takiego się stało? Niestety, nie wiemy. Czasem po prostu tak się dzieje, w jednej chwili czujesz jakby świat legł u Twoich stóp, a za moment czujesz się zagubiony i zdezorientowany.

Bardzo często po chwilach szczytowych osiągnięć ogarnia nas złe samopoczucie i dezorientacja. Wyraźnie widać to w naszym fragmencie Tory. Co zatem możemy zrobić,

aby odnaleźć się w tej duchowej pustce? Zacznijmy liczyć. W naszej Parszy B!g rozkazuje Mosze, aby sporządził najbardziej szczegółowy spis ludności w całym tekście Tory.

Kiedy tracimy poczucie zasadności lub pojawiają się wątpliwości, cóż możemy zrobić, aby się ich pozbyć? Policzmy nasze błogosławieństwa. Kiedy tracimy doświadczalną wiedzę o obecności B!ga w naszym życiu, powinniśmy zacząć kultywować tę wiedzę w sferze intelektualnej. B!g jest poza nieskończonością, podobnie jak nasza zdolność do łączenia się z B!giem. Czasami jednak, aby poczuć Jego obecność, musimy policzyć, w jaki sposób pojawia się w naszym życiu.