PRAWO POWROTU (CZĘŚĆ 1)

W nocy 8 na Av, 527 lat temu, deportowano ostatnich Żydów z Hiszpanii. Ci, którzy zostali zmuszeni do przejścia na chrześcijaństwo musieli zostać. Inni zostali zabici ze względu na swoja wiarę.  W ostatnich dziesięcioleciach wielu potomków „Anousim” o których mowa odkrywa na nowo swoje pochodzenie. W ekscytującym procesie powoli wracają do korzeni i judaizmu. To fascynująca historyczna podróż …

Diana Stern

Zdjęcie Avital Hirsch

Artykuł opublikowano w czasopiśmie פנימה עלמה.

Hiszpania XV wieku. Te same alejki, które zostały zapełnione w Złotym Wieku, stały się  niebezpiecznym miejscem dla Żydów. Ucieczka, nawrócenie lub udręka – to trzy opcje dostępne Żydom podczas tajemniczej ery wypędzenia Hiszpanii. Od tamtych czasów minęło ponad 500 lat, a na całym świecie wciąż istnieją potomkowie starożytnych społeczności żydowskich. Niektóre z nich mają wspaniały rodowód, do którego należą.

Marzenia o Hiszpanii

Hiszpańskie żydostwo jest największą i najpotężniejszą społecznością żydowską na świecie. W 1391 r. Społeczność zaczęła cierpieć z powodu prześladowań i pogromów, wielu zostało zamordowanych, a innych zmuszono do przejścia na chrześcijaństwo, przy czym tych ostatnich nazywa się Anousim. Kulminacja inkwizycji w Hiszpanii miała miejsce w 1492 r.. Był to ostateczny czas deportacji Żydów pozostałych jeszcze w królestwie. W nocy 8 Av lub 31 lipca 1492 minęły cztery miesiące, dane Żydom na opuszczenie państwa.

Wiele osób nie ma świadomości, że wtedy wyjechali tylko Żydzi. Ci, którzy przeszli na chrześcijaństwo musieli zostać” tłumaczy Michael Freund, przewodniczący i założyciel Shavei Israel, który poświęca swoje życie potomkom Anousim i innym Zaginionych Plemion Żydowskim.

„Miliony ludzi na całym świecie, którzy mówią po hiszpańsku i portugalsku, są potomkami Żydów, których przodkowie zostali przymusowo nawróceni” – mówi Freund. W ostatnich latach coraz więcej potomków żydowskich rodzin odkrywa swoje korzenie i szuka związku z ludem Izraela. „Niektórzy pozostają oddanymi katolikami, ale fakt, że ich przodkowie byli Żydami, intryguje ich intelektualnie lub emocjonalnie, a niektórzy podejmują duchowe poszukiwania, które prowadzą ich do judaizmu”.

„Kościół katolicki i inkwizycja konsekwentnie i przez stulecia włożyły wiele wysiłku w próbę wyciągnięcia ich z naszego ludu. My również powinniśmy zainwestować energię, próbując sprowadzić je z powrotem” mówi Freund z naciskiem. „Mamy wysłanników, którzy współpracują ze społecznościami w 12 państwach” – dodał. Bnei Menasze w Indiach, potomkowie chińskiej społeczności żydowskiej w Kaifeng, Bnei Anousim z Kolumbii, Salwadoru, Chile, Hiszpanii, Portugalii, Sycylii, a nawet południowych Włoch.

Freund wyemigrował do Izraela z Nowego Jorku w 1995 r. W 1996 r., kiedy Benjamin Netanyahu został po raz pierwszy wybrany premierem, Michael pełnił funkcję na stanowisku w jego Departamencie Informacji. Częścią jego pracy była korespondencja. Wtedy dostała się w jego ręce pomarańczowa, zmięta koperta z północno-wschodnich Indii, która skierowana była do premiera. Moment, gdy Michael otworzył kopertę, stał się decydującym w jego życiu. Zdarzenie spowodowało, że porzucił politykę.

„W ekscytującym liście przywódcy społeczności Bnei Menasze z północno-wschodnich Indii pisali o 10 zaginionych plemionach wygnanych z królestwa asyryjskiego 2700 lat temu. Mówili o tym jak bardzo chcą wrócić do swojej ojczyzny, do Syjonu. Najpierw uznałem, że to nie możliwe, ale w liście było coś prawdziwego, więc im odpisałem”

Później Freund ujawnił, że przynajmniej od czasów Golda Meir Bnei Menasze apelowali do wszystkich rządów Izraela, ale nigdy nie otrzymali odpowiedzi. „Kilka osób ze społeczności skontaktowało się ze mną. Widziałem, że byli uczciwi, poważni i naprawdę chcieli połączyć się z Żydami i mieszkać w Eretz Israel ”.

Freund zaczął zagłębiać się w fenomen odległych społeczności żydowskich. „Zacząłem podróżować do różnych miejsc i zobaczyłem, że żydowska świadomość w wielu społecznościach wciąż istnieje. Postanowiłem założyć organizację Shavei Israel, aby im pomagać. “

„Judaizm nie jest religią misyjną i nie próbujemy nałożyć kippy na niczyją głowę. Pomagamy tym którzy szukają kulturowego związku z narodem Izraela. A także tym, którzy szukają duchowego połączenia i są zainteresowani konwersją. Każdy musi podjąć własną decyzję, zrozumieć, co jest dla niego odpowiednie. Jako organizacja również nikogo nie nawracamy. Konwersję pozostawiamy beis dinom (sądom konwersji). My tylko pomagamy.”

Próba po śmierci

Po wygnaniu z Hiszpanii wielu Żydów znalazło schronienie w sąsiedniej Portugalii, aż do 1497 r. Wtedy król Portugalii, Manuel I, oświadczył się Isabelli, córce katolickich królów Hiszpanii. Hiszpański dwór królewski uznał deportację wszystkich Żydów z Portugalii za warunek zawarcia małżeństwa. Żydzi stanowili około 20 procent populacji. W obawie przed poważnym uszkodzeniem gospodarki kraju król Portugalii obrał inny kierunek. Zamiast deportować wszystkich Żydów, poprosi ich, aby przeszli na chrześcijaństwo nie pozwalając im opuścić Portugalii.

Koła historii się poruszały, Hiszpania i Portugalia stały się potęgami kolonialnymi. A Anousim zawsze w tajemnicy wracali do tradycji żydowskiej.

Reżim Inkwizycji, podobnie jak nazistowskie Niemcy, prowadził bardzo szczegółowe zapisy. W archiwach Inkwizycji można przeczytać o zdecydowanym poszukiwaniu każdego, kto może zachować w tajemnicy żydowskie zwyczaje.

Pomimo trudności, strachu i niebezpieczeństwa wielu Anousimów nadal utrzymywało swoją tożsamość w tajemnicy i zachowało dziedzictwo swojego ludu. „Dla mnie to niesamowite” – podkreśla Freund. „Najłatwiej było im opuścić ręce, poddać się i dać się zasymilować. Ale byli i odważni i oddani”. Nawet w XVII wieku, 200 lat po wypędzeniu z Hiszpanii, toczyły się procesy inkwizycyjne przeciwko Anousimom, tylko dlatego, że uważano iż poświęcają się Torze Mojżesza.

„Zawsze czułem, że naród żydowski i państwo Izrael mają moralny, historyczny i religijny obowiązek wyciągnięcia ręki i przybliżenia ich do nas. Ich ojcowie zostali porwani bez własnej, a jednak pomimo wszystkich niebezpieczeństw i całego ryzyka, nadal trzymali się swojej żydowskiej tożsamości ”.

Ciąg dalszy nastąpi…

Wolontariuszka Shavei Israel w Łodzi

Przed wybuchem II wojny światowej w Polsce mieszkało ponad 3 miliony Żydów. Dziewięćdziesiąt procent polskiego żydostwa zostało zginęło podczas Holokaustu, a powojenne represje komunistyczne sprawiły, że wielu polskich Żydów uciekło z Polski. Ci, którzy zostali, często musieli ukrywać swoją tożsamość.

Ale od czasu upadku żelaznej kurtyny i transformacji Polski w demokrację coraz większa liczba Polaków zaczęła odkrywać żydowskie korzenie swoich rodzin. Należą do nich młodzi ludzie, których żydowscy rodzice lub dziadkowie zostali oddani polskim rodzicom, by zostać ocalonymi.

Wychowani na polskich katolików dopiero niedawno poznali swoją prawdziwą żydowską tożsamość.

Shosh Chovav, wolontariuszka Shavei Israel, która spędził sporo czasu w Łodzi, niedawno przyjechała do Polski na dwa miesiące.  Shosh udostępniła nam kilka zdjęć ze swojego pobytu. Wśród nich były zajęcia hebrajskiego dla dzieci, warsztaty, inspirujące spotkania z młodymi ludźmi z Izraela, którzy odwiedzili Gminę.

Ale najbardziej poruszającym wydarzeniem było przytwierdzenie mezuzy w domu jednego z członków zarządu łódzkiej Gminy.

TISZA BEAV dookoła świata

Społeczności Shavei Israel podzieliły się fotografiami z obchodzonego niedawno święta TiszaBeAv. Zobaczycie modlitwy, żałobę po zburzeniu Pierwszej i Drugiej Świątyni Jerozolimskiej oraz wspomnienie innych strasznych wydarzeń, które miały wielokrotnie miejsce w miesiącu Av, a które teraz upamiętniamy poszcząc. Jednym ze zwyczajów również widocznym na zdjęciach jest siedzenia na ziemi i czytanie Księgi Eicha czyli księgi lamentacji. Zobaczcie sami.  

Medellin, Kolumbia 

 Ambato, Ekwador  

Bnei Menasze w Manipur, Indie 

EMISARIUSZ SHAVEI ISRAEL ODWIEDZIŁ EKWADOR

W Ekwadorze jest dziś wiele młodych i rozwijających się społeczności Bnei Anousim. Każda z nich liczy kilkadziesiąt osób, które chcą dowiedzieć się więcej o Torze, tradycji żydowskiej i ponownie połączyć się ze swoim dziedzictwem. Rabin Shimon Yehoshua, wysłannik Shavei Israel na Kolumbię, niedawno odwiedził niektóre z nich i udostępnił nam zdjęcia z życia tych grup.

Wcześniej pisaliśmy o społeczności Ambato, która składa się z około 60 osób, a ich liczba stale rośnie. Renán (Yacov Ben Abraham) Muñoz Palacios, przedstawiciel Shavei w Ambato i lider społeczności, który obecnie studiuje, aby zostać rabinem, był jednym z tych, którzy powitali rabina Yehoshua w mieście.

Innym miejscem, w którym rabin Yehoshua zatrzymał się w tym czasie, było Quito – stolica Ekwadoru – gdzie grupa około 15 Bnei Anousim postanowiła dołączyć do społeczności Ambato i prowadzić żydowski styl życia. Grupa uczestniczyła w zajęciach Tory organizowanych przez rabina Yehoshua.

“Jeden naród, wiele twarzy”

Michael Freund jest założycielem i przewodniczącym Shavei Israel – www.shavei.org. Jest to organizacja z siedzibą w Jerozolimie, która pomaga “zaginionym Żydom” w dążeniu do powrotu do narodu żydowskiego. Shavei Israel działa w dziewięciu krajach z różnymi społecznościami, w tym Bnei Menasze z północno-wschodnich Indii; Bnei Anousim (zwanych “Marranos”) z Hiszpanii, Portugalii i Ameryki Południowej; z Żydami Subbotnikami z Rosji; “Ukrytymi Żydami” z Polski z czasów Holokaustu; żydowskimi potomkami Kaifeng w Chinach i innimi. Ponadto Freund jest korespondentem i felietonistą w Jerusalem Post. Wcześniej pełnił funkcję zastępcy dyrektora ds. Komunikacji w biurze premiera Izraela pod kierownictwem Binyamina Netanjahu podczas pierwszej kadencji. Ten artykuł pojawia się w numerze 7 Rozmowy, czasopisma IDEALS – Instytut Żydowskich idei i ideałów.

Ponad 20 lat temu, jako student na Uniwersytecie Princeton, znalazłem się w swoim internacie w pokoju z bystrym, młodym religijnym luteraninem z Iowa. Byliśmy z pewnością dość niezwykłą mieszanką. Chłopak nigdy nie potrafił zrozumieć, dlaczego codziennie wybieram się na nabożeństwa lub sprawdzam składniki różnych paczek z jedzeniem. Ale był kosmopolitycznym typem, którego biurko było nieustannie wypełnione książkami, a jego ciekawość świata i imponująca inteligencja często powodowały między nami intrygujące rozmowy.

Kiedy więc zapytałem go, ilu według niego jest Żydów w Ameryce, byłem trochę zaskoczony jego odpowiedzią. Odparł z całą powagą, że „w tym kraju musi być co najmniej 50 milionów Żydów”. Poproszony o wyjaśnienie skąd ma takie obliczenia, mój współlokator wzruszył ramionami i powiedział mi: „Cóż, dorastałem w mieście w środkowej Ameryce. Nasz lekarz rodzinny był Żydem, prawnik taty był Żydem, podobnie jak jego księgowy”. Po czym dodał: „jest tak wielu wybitnych Żydów w różnych dziedzinach, że po prostu musi być was 50 milionów lub nawet więcej”. Dopiero gdy pokazałem mu aktualne statystyki, w której wymieniono światową populację Żydów na około 13 milionów, był uspokojony, że jego szacunek był przesadzony.

Często zastanawiam się nad tą rozmową, ponieważ poruszyła kluczowe pytania, takie jak postrzeganie Żydów, nasza rola w społeczeństwie i wpływ, jaki my, jako ludzie, mamy na świat. Ale myślę, że rodzi to jeszcze inny, może nawet bardziej poruszający problem, który rzadko, jeśli w ogóle, jest traktowany z powagą, na jaką zasługuje: czy ma to znaczenie, ilu Żydów jest na świecie?

Tradycyjnie oczywiście nigdy nie kładliśmy dużego nacisku na wielkość i wymiary narodu żydowskiego. Przez ostatnie 2000 lat, żyjąc na łasce innych, skupialiśmy się bardziej na jakości niż na ilości. Być może właśnie dlatego wielu Żydów ma tendencję do dyskontowania lub minimalizowania znaczenia liczb naszej populacji, argumentując, że tak naprawdę liczy się to, czy skutecznie pracujemy, aby wypełnić nasze narodowe przeznaczenie.

Ale wierzę, że ten sposób myślenia jest produktem wygnania. Podczas długich, ciemnych nocy naszych wędrówek  po obcych krajach bardziej interesowaliśmy się przetrwaniem niż kwitnieniem. W tym procesie traciliśmy z oczu ważną rolę, jaką mogą odegrać liczby w życiu narodu. I posunęliśmy się nawet do podniesienia naszej numerycznej słabości do wartości, nadania jej znaczenia i teraz utrzymujemy ją jako ideał.

Ani źródła żydowskie, ani historia żydowska nie uzasadniają tego poglądu i nadszedł czas, abyśmy ponownie przeanalizowali to pytanie. Nie tylko dlatego, że jest to interesujące ćwiczenie intelektualne, ale raczej ze względu na krytyczne znaczenie, jakie ma dla kształtowania polityki naszej społeczności, przyszłości i świata.

Jest dobrze znaną zasadą żydowskiego przekonania, że ​​Stwórca wybrał naród żydowski, aby był Jego unikalnym narzędziem na tym świecie. „Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym. Takie to słowa powiedz Izraelitom” (Szemot 19:6). Bóg poucza Mojżesza, aby powiedział Izraelowi tuż przed podarowaniem mu Tory na górze Synaj.

Później, w Księdze Dewarim, szczególna relacja Izraela z Bogiem jest opisana w jeszcze bardziej intymnych kategoriach: „Wy jesteście dziećmi Boga waszego. Po zmarłym nie będziecie nacinać sobie skóry ani strzyc krótko włosów nad czołem, bo wy jesteście ludem poświęconym Panu, Bogu swemu: was wybrał Pan, byście się stali ludem będącym Jego wyłączną własnością spośród wszystkich narodów, które są na ziemi.” (Dewarim 14: 1-2) Z tych wersetów jasno wynika, że ​​Bóg nie wybrał rodziny ani małego plemienia, aby służyły Jego celom na tym świecie. Wybrał cały naród, lud Izraela. Oczywiście masa krytyczna jest niezbędna do wypełnienia naszej świętej misji, bo gdyby tak nie było, mógł łatwo umieścić odpowiedzialność na garstce ramion.

Innymi słowy, liczby mają znaczenie. Krytycy często atakują ten sposób myślenia, twierdząc, że ilość bez jakości ma niewielką wartość dla zapewnienia żydowskiej przyszłości. Ale nie zdają sobie sprawy, że równie prawdziwe jest przeciwieństwo. Niewielki i kurczący się naród żydowski, składający się jedynie z małego rdzenia zaangażowanych członków, nie będzie w stanie sprostać wyzwaniom i zagrożeniom dla naszego przetrwania, czy to fizycznym, czy duchowym.

I być może dlatego Bóg obiecał patriarchom, Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi, że naród żydowski pewnego dnia będzie tak liczny jak gwiazdy na niebie lub piasek na plarzy. Tylko wtedy możemy być w stanie spełnić naszą rolę. Rzeczywiście, nawet pobieżne spojrzenie na Torę i komentarze ujawniają, że ​​demograficzna sprawność narodu żydowskiego jest wielokrotnie podkreślana w Bożych obietnicach wobec naszych przodków. „Twoje zaś potomstwo uczynię liczne jak ziarnka pyłu ziemi; jeśli kto może policzyć ziarnka pyłu ziemi, policzone też będzie twoje potomstwo.” (Bereszit 13:16) Rashi rozumie obietnicę dosłownie, a nie metaforycznie. Wyjaśnia werset w następujący sposób: „Tak jak nie można policzyć pyłu, tak samo wasze nasienie będzie niezliczone”.

Podobne obietnice złożono Izaakowi i Jakubowi. Kiedy Mojżesz zwrócił się do Izraela przed śmiercią również prorokował, że Bóg pomnoży lud „ponad tysiąc razy ”.  To, mówi Netziv, jest obietnicą, która odnosi się zarówno do jakości, jak i ilość ludności żydowskiej.

W ciągu tysiącleci później, w okresie Heroda, naród żydowski faktycznie stał się znaczącą siłą na arenie światowej. Jak zauważył historyk Paul Johnson: „Jednym z obliczeń jest to, że w okresie Heroda na świecie żyło około ośmiu milionów Żydów, z czego 2350 000 do 2 500 000 żyło w Palestynie, a Żydzi stanowili około 10 procent imperium rzymskiego. Ten narastający naród i bogata diaspora były źródłem bogactwa i wpływów Heroda.

Warto zauważyć, że mniej więcej w tym samym czasie historycy odnaleźli najwcześniejszy zachowany spis ludności na świecie, który miał miejsce w Chinach, w ósmym miesiącu roku 2 CE [x] Okazało się, że Chińczyków było 57,5. miliona – siedem Chińczyków na każdego żyjącego wówczas Żyda.

Przeskakując o 2000 lat do teraźniejszości liczby są oczywiście całkiem inne. Populacja Chińczyków wzrosła do ​​ponad 1,1 miliarda ludzi, mimo że światowe żydostwo zaledwie liczy ponad 13 milionów dusz.

Nie trzeba dodawać, że różnicę można przypisać wszystkim wydaleniom i prześladowaniom, które nas dotknęły, które pozbawiły życia niezliczoną liczbę Żydów pozostawiając jedynie niewielką pozostałość tego, co mogło być.

Ta smutna rzeczywistość stała się jeszcze bardziej wyraźna w zeszłym roku, kiedy wybitny demograf Sergio Della Pergola z Uniwersytetu Hebrajskiego opublikował mrożące krew w żyłach badanie, z którego wynikało, że gdyby nie Holokaust, na świecie byłoby 32 miliony Żydów.

„Holokaust” pisał, „zadał śmiertelny cios szczególnie Żydom z Europy Wschodniej ze względu na ich szczególnie młodą strukturę wieku”. Powiedział, że to spowodowało „znaczące długoterminowe szkody demograficzne” z konsekwencjami „daleko poza to, co myślimy”.

Rzeczywiście, jak zauważył Della Pergola, odsetek Żydów na świecie stale spada. Podczas gdy przed II wojną światową na żyło ośmiu Żydów na tysiąc osób, liczba ta obecnie wynosi zaledwie dwóch na tysiąc i stale się zmiejsza.

Odkrycia są aktualnym i niepokojącym przypomnieniem niezgłębionej zagłady, jaką dokonał Holokaust. Nie tylko pochłonął sześć milionów zamordowanych przez Niemców i ich współpracowników, ale także zabrał ich dzieci, wnuki i wszystkich ich potomków, na zawsze pozbawiając naród żydowski niezliczonych milionów drogocennych dusz. Innymi słowy, zakres zabijania, powiększony w czasie, staje się coraz szerszy i niezrozumiały.

Wyobraź sobie świat, w którym żywy i bogaty lud żydowski, ponad dwukrotnie większy od obecnego, nie był nękany ciągłym zagrożeniem demograficznym zmniejszeniem czy szerząca się asymilacją. Zastanów się przez chwilę nad kulturowym i duchowym bogactwem, który moglibyśmy  wytwarzać, potężnym intelektualnym i umysłowym wkładem ludzkości, który moglibyśmy dawać i zacznij zdawać sobie sprawę z tego, co zostało utracone.

Zdaje się, że gdy przez wieki byliśmy poniewierani żyjąc w diasporze odeszliśmy od tego podejścia. Ale teraz może nadszedł czas, aby wszystko przemyśleć na nowo. W końcu rozmiar ma znaczenie, czy to w koszykówce, biznesie czy międzynarodowej dyplomacji. Aby zmienić świat i sprostać naszej Boskiej misji narodowej jako Żydom, potrzebujemy znacznie większego i bardziej zróżnicowanego „zespołu” do naszej dyspozycji.

Oznacza to, że nie tylko musimy ciężej pracować nad utrzymywaniem tożsamości zydowskiej obecnych Żydów, ale także musimy poszerzyć nasze horyzonty i szukać sposobów zgodnych z halahą, aby zwiększyć naszą liczbę.

Dobrym miejscem, by to rozpocząć byłoby sięgnęcie do potomków Żydów, społeczności, które mają historyczne powiązania z narodem żydowskim i są teraz zainteresowane powrotem. Należą do nich Bnei Menasze z północno-wschodnich Indii, którzy pochodzą od zaginionego plemienia Izraela, Bnei Anousim z Hiszpanii, Portugalii i Ameryki Południowej (których historycy odwołują się do obraźliwego określenia „Marranos”), „Ukrytych Żydów” Polski z czasów Holokaustu, a także innych.

Nie z własnej winy przodkowie tych ludzi zostali zabrani siłą z narodu żydowskiego. My jesteśmy winni im i ich potomkom umożliwienie powrotu do domu. Takie postępowanie nie tylko naprawi historyczny błąd, ale także wzmocni nas liczbowo i duchowo.

To nie jest wezwanie do misjonarstwa, ani prośba o rozpoczęcie nawracania nie-Żydów. Chodzi o otwarcie drzwi naszym zagubionym braciom, znanym jako Zera Izrael („nasienie Izraela”) i wzmocnienie więzi między nami.

Weźmy na przykład Bnei Anousim, których przodkowie zostali siłą nawróceni na katolicyzm w XIV i XV wieku w Hiszpanii i Portugalii, ale nadal zachowywali swoją tożsamość żydowską w tajemnicy przez pokolenia. Pięć wieków później, coraz więcej ich potomków wychodzi powoli z cienia, starając się odzyskać swoje dawno utracone żydowskie dziedzictwo.

To zjawisko o niespotykanych proporcjach, rozciągające się od Lizbony do Limy i od Madrytu do Meksyku. Ludzie w całym hiszpańskojęzycznym i portugalskojęzycznym świecie decydują się na odkrywanie żydowskich korzeni swoich rodzin, które często były grzebane pod ciężarem historii.

Zakres, w jakim to dziedzictwo nadal trwa, podkreślono w wynikach wartego odnotowania artykułu opublikowanego w American Journal of Human Genetics pod koniec 2008 r., W którym zespół biologów oświadczył, że 20% ludności Hiszpanii i Portugalii ma pochodzenie sefardyjskie.  Ponieważ ich łączna populacja przekracza 50 milionów, oznacza to, że ponad 10 milionów Hiszpanów i Portugalczyków jest potomkami Żydów.

Nie są to zwykłe spekulacje, ale raczej rzetelne fakty prosto z laboratorium. Badanie, prowadzone przez Marka Joblinga z Uniwersytetu w Leicester w Anglii i Francesco Calafella z Uniwersytetu Pompeu Fabra w Barcelonie, analizowało chromosomy Y wśród Sefardyjczyków w społecznościach, w których Żydzi migrowali po wydaleniu z Hiszpanii w 1492 r. Ich wyniki chromosomalne były porównywalne z chromosomami Y ponad 1000 mężczyzn żyjących w Hiszpanii i Portugalii. Ponieważ chromosom Y jest przekazywany z ojca na syna, genetycy byli w stanie zmierzyć dwie grupy przeciwko sobie, co doprowadziło do niezwykłego odkrycia, że ​​jedna piąta Iberyjczyków ma pochodzenie żydowskie.

Pomyśl o tym: to tak, jakby przed każdym Hiszpanem i Portugalczykiem nagle ustawiono duże lustro, zmuszając ich do spojrzenia na siebie i zobaczenia ich narodowej rzeczywistości i indywidualnej historii.

Jeszcze bardziej interesujące niż to, co mówią nam te dane o przeszłości, jest to, co możemy z nich powiedzieć o przyszłości. Jeśli Izrael i naród żydowski podejmą wspólny wysiłek w kierunku naszych genetycznych braci na Iberii, może to mieć ogromne znaczenie. Sam fakt, że tak duża liczba Hiszpanów i Portugalczyków ma żydowskie pochodzenie, może mieć znaczący wpływ na ich stosunek do Żydów i Izraela.

Jako przewodniczący Shavei Israel, który współpracuje z „zaginionymi Żydami” na całym świecie, widziałem to wielokrotnie – kiedy ktoś odkrywa lub świadomie powraca do swoich żydowskich korzeni. Oczywiście nie wszystkie miliony ludzi pochodzenia żydowskiego będą się spieszyć, aby wrócić do judaizmu lub dążyć do aliji. Ale niektórzy bez wątpienia powrócą do naszych ludzi i wzmocnią nasze szeregi.

Idea, że ​​tacy „zagubieni Żydzi” w końcu powrócą, jest zarówno długoletnia, jak i głęboko zakorzeniona w myśli żydowskiej, nawet jeśli większość z nas może nie zdawać sobie z tego sprawy.

Weźmy na przykład wizję proroka Izajasza, że: „W ów dzień zagrają na wielkiej trąbie,
i wtedy przyjdą zagubieni w kraju Asyrii i rozproszeni po kraju egipskim,
i uwielbią Boga na świętej górze, w Jeruzalem.” (Księga Izajasza 27:13). Według Rasziego pierwsza część wersetu -„zagubieni w ziemi asyryjskiej ”- oznacza „tych, którzy zostali rozproszeni daleko poza rzeką Sambatyo ”, nawiązanie do Dziesięciu Zaginionych Plemion Izraela, które zostały wygnane ponad 2700 lat temu. Innymi słowy, ich potomkowie, mimo że zginęli na wiele wieków, w rzeczywistości powrócą.

To samo dotyczy Bnei Anousim. Wielki Don Isaac Abarbanel, który był świadkiem wydalenia Żydów z Hiszpanii w 1492 r., pisze w swoim komentarzu do Księgi Dwarima, że ​​wielu z Bnei Anousim „będzie wmieszanych między inne narody i uważanych za ich część, ale ich serca powrócą do Boga… a ci, którzy odejdą od religii [tj. judaizmu] z powodu przymusu, o nich mówią: „a On powróci i zgromadzi was spośród ludów”.

Znany rabin Tzadok HaKohen z Lublina idzie jeszcze dalej, twierdząc, że wszyscy potomkowie Żydów pewnego dnia powrócą do naszego ludu. W swojej pracy Resisei Layla pisze, że obejmuje to nawet tych, którzy są pochodzenia żydowskiego, ale nie wiedzą o tym: „dla każdego, kto jest z nasienia Izraela, żaden nie zostanie wygnany”.

Od samego początku naród Izraela był podzielony na 12 plemion, z których każde miało swoje unikalne cechy, talenty i błogosławieństwa. Bóg, w swojej ostatecznej mądrości, uznał za konieczne, aby nasz naród został przekształcony w jedność poprzez różnorodność, jak orkiestra złożona z różnych muzyków, z których każdy gra na swoim instrumencie, nawet jeśli doąży do tej samej melodii.

Żyjemy w świecie, który z dnia na dzień staje się coraz mniejszy dzięki zasięgowi Internetu. Aby prosperować w tej globalnej wiosce, potrzebujemy chińskich Żydów i indyjskich Żydów oraz polskich Żydów nie mniej niż amerykańskich i australijskich Żydów. Jesteśmy jednym narodem o wielu twarzach i musimy nauczyć się wykorzystywać naszą różnorodność i postrzegać ją jako siłę, a nie słabość. Być może nigdy nie uda nam się dorównać demografii Chin, ale możemy i powinniśmy szukać nowych możliwości rozwoju. Dlatego nadszedł czas, aby podjąć wysiłek na rzecz potomków Żydów.

Nasz niepewny stan jako narodu i zagrożenia, z jakimi mamy do czynienia w kraju i za granicą, wymagają od nas działania. Ja tylko dodam, że to wręcz nasze przeznaczenie.

ALIJA BNEI MENASZE: POZNAJ ELONA HAOKIPA

Jeszcze w tym roku Shavei Israel sprowadzi dużą grupę 250 imigrantów Bnei Menasze z północno-wschodnich Indii do Izraela, by zrobili Aliję. Wśród nich jest 55-letni Elon Lunkhojang Haokip, pochodzący z Manipur. Jest on bardzo podekscytowany, że spełni swoje marzenie i powrócić do ziemi swoich przodków.

Elon pamięta, że ​​zainteresował się swoim dziedzictwem jakieś dwadzieścia lat temu, kiedy dowiedział się, że korzenie jego rodziny sięgają Dziesięciu Zaginionych Plemion Izraela. Elon zaczął prowadzić życie religijnego Żyda i zdecydował się wspierać swoją społeczność, wykorzystując swoje talenty i silne strony. Najpierw służył jako chazan (kantor) w lokalnym centrum społeczności B.Vengnom Beith Shalom, a później jako mohel, sprowadzając około 1000 dzieci Bnei Menasze na przymierze Abrahama. Elon jest żonaty i wychowuje czterech synów i córkę. Oni wszyscy dołączyli do jego wyboru żydowskiej drogi.

“To dla mnie jak sen, aby udać się do krainy, za którą zawsze tęskniłem, a to marzenie wreszcie się spełni dzięki pomocy Shavei Israel!”- Haokip opowiada emocjonalnie. Plan przeprowadzki rodziny Elona oraz innych Bnei Menasze do Izraela, która sprawi, że wszyscy będą mogli zrobić Aliję, zależy częściowo od finansowania.

“Koszt” imigranta wynosi zaledwie 1000 USD, co obejmuje przelot i transport z Indii do Izraela, a także część początkowych kosztów absorpcji. Za każde 1000 $, które zostanie wpłacone, Elon lub inny Bnei Menasze będzie mógł odbyć długą podróż do domu na Syjonie.

Wspieraj Aliję Bnei Menasze i dokonaj prawdziwej zmiany!

Paraszat Balak

Jako autor najbardziej lubię Parszę Balak. Nagła zmiana perspektywy to narzędzie, które dopiero niedawno zostało znowu włączone do literackiego warsztatu. Uwielbiam oglądać Dzieci Izraela oczami im współczesnych. Bilam jest cudowną postacią, a ironia jest tu najwyższej klasy. Ale nie tylko tym różni się nasza Parsza od innych. Mamy w niej też nieizraelskiego proroka i mówiącą oślicę. Czego to wszystko nas uczy?
Po pierwsze, Tora zmienia perspektywę i patrzymy oczami Balaka. Uczymy się w ten sposób, że nie jesteśmy jedynym narodem, który ma znaczenie. Są także inne narody mające swoje specjalne połączenie z B!giem. Po drugie, odkrywamy, że B!g porozumiewa się również z innymi narodami i wysyła im proroków. Po trzecie, oślica pokazuje Bilamowi, że jego specjalna moc – mowa, nie robi z niego specjalnej osoby. Jest to tylko narzędzie, które dał mu B!g. Może dać je komukolwiek lub czemukolwiek. Parsza Balak czyni nas
pokornymi. Każdy z osobna i wszyscy razem jesteśmy wybrani przez B!ga i obdarowani przez niego niesamowitymi możliwościami. Jednak nie to sprawia, że jesteśmy dobrzy czy nawet wyjątkowi. Wszystko zależy od tego, jak owych narzędzi używamy.
Szabat Szalom!
Z miłością,
Yehoshua

Tłum. Joanna Jojo Wrześniowska